wtorek, 9 lipca 2013

I Need You Now: Chapter IX


Rozdział jest dość krótki no ale wolałam dodać to niż nic...

Kilka osób zobaczyło pewną niezidentyfikowaną notkę na blogu...
To był po prostu początek imagine, którego nie dokończyłam i serio nie mam pojęcia jak on trafił do netu :c
No cóż....
Miłego czytania (o ile to wgl możliwe)

- Nie... ona nigdy nie dowiedziala sie o tym co robilem przed jej poznaniem...
- cos jeszcze?
- W tym samym dniu pocalowal mnie moj dlugoletni przyjaciel...
- I co ty na to?
- Byłem skolowany. Najpierw uznalem to za obrzydliwe jednak potem doszedlem do wniosku, ze to bylo podniecajace... pozniej z Marry przyjechalismy do Londynu i nie myslalem o tym...
- Chcesz o  tym pogadać?- Spytał ostrożnie.
- Czas się skończył.- Zauważyłem  biorąc swoją kurtkę.
- To nic... Nigdzie mi się nie śpieszy...- Powiedział Louis ciągnąc mnie za przedramię z powrotem na kanapę.
- Na pewno? Nie chciałbym...
- Na pewno.- Powiedział zdecydowanie i opowiedziałem mu historię z Calebem...

- Myślisz, że to możliwe  żebyś był gejem?- Spytał nieco zaintrygowany.
- Boże, nie..- Wyparłem się.
- Reagujesz tak gwałtownie... Zupełnie tak, jakby homoseksualizm był zbrodnią...
- Nie, źle to zrozumiałeś. Nie mam nic do  gejów jednak nie wydaje mi się możliwe, żebym nim był po wszystkich moich doświadczeniach z dziewczynami...
- Może coś się zmieniło a ty nawet tego nie zauważyłeś... Wiesz, często spotykam takie przypadki... Wchodzi też w grę to, że jesteś biseksualny.
- Sam nie wiem Louis.  Ale to chyba bez znaczenia...
-  Dlaczego?
- Bo ja już znalazłem tą jedyną...- Powiedziałem hamując łzy w moich oczach.
- Harry ona odeszła...
- Zamknij się,- Powiedziałem szorstko.
- Ona chciałaby żebyś był szczęśliwy Harry.
-  Będę szczęśliwy. Ale tylko przy nich. Nie rozumiesz, że nigdy nie pokocham nikogo  tak bardzo...
- Harry..- Podziwiam cię. 
- Nie ma we mnie nic  do podziwiania... 
- Mylisz się.
- Czas  na mnie...- Powiedziałem.
- Masz rację. Zrobiło się  późno...- Wstałem i wyszedłem rzucając zwykle  cześć.
Ta rozmowa była dziwna...
Zdecydowanie.
Znów padało...
Booooże.
Zanim wróciłem do domu minęło trochę czasu...
Trochę dużo.
W sumie to dlatego, że wsiadłem do złego autobusu i musiałem czekać na następny by móc wrócić do domu.
Kiedy już dotarłem do bloku wszedłem na górę schodami i otworzyłem drzwi mieszkania numer 27.
Zamknąłem je od środka i zdjąłem kurtkę.
Był okropny bałagan ale nie wiedziałem czy środek nocy jest odpowiednią porą na sprzątanie.... uch. whatever...
Powkładałem brudne naczynia do zmywarki i włączyłem ją.
Następnie powycierałem kuchnię i umyłem patelnię.
Chwilę zastanawiałem się nad tym czy nie poodkurzać ale pewnie pani Collins wezwałaby zaraz policję więc lepiej nie...
Kiedy wszystko już było zrobione zaczęło mnie ściskać w brzuchu.
To chyba przez to, że za dużo o nich myślę...
Patrząc na ich zdjęcie zachciało mi się płakać i chyba nawet uroniłem kilka łez.
Lou mówił, że to nie dobrze, że się tak rozczulam.
Stwierdził, że nie powinienem o nich zapominać ale też nie powinienem się tak rozczulać...
Bzdura.
Położyłem się w łóżku nie zdejmując nawet ubrania i niemal natychmiast zasnąłem...

~*~

- Cześć Harry. Wydaje mi się, że dziś nie będziemy się mogli spotkać...- Powiedział Louis przez telefon ściszonym głosem.
- Coś się stało?- Spytałem zmartwiony.
- Rozchorowalem sie troszke..- Powiedział i zakaszlal.
- Lou, ma się kto tobą zająć?- Spytałem.
- Jestem już dużym chlopczykiem, potrafię się sobą zająć.- Odpowiedział i znów zakaszlal.
- Louis, to najokropniejszy kaszel jaki w zyciu słyszałem. Już do ciebie jadę.- Rozlaczylem sie zanim zdążył zaprotestować. Wziąłem kurtkę, portfel i założyłem buty nastepnie wyszedłem.
To chyba was za bardzo nie zdziwi jak napisze, ze znow padalo, cnie?
W kiosku kupiłem dwa bilety na autobus i poszedlem w kierunku przystanku ale zatrzymalem sie przy cmentarzu by je odwiedzic. Polozylem kwiatki, polozylem dwie swieczki, porozmawialem z nimi chwile i poszedlem dalej.
Czekałem tylko 3 minuty na autobus a jechalem niewiele dluzej.
Kiedy wysiadlem miałem wrazenie, ze pada jeszcze bardziej niz kiedy wsiadalem...
Po drodze wszedlem do apteki by kupić syrop na kaszel i saszetki na przeziebienie.
Zaraz potem juz pukalem do drzwi.
- Wejdz Haz.- Krzyknął. Otworzylem drzwi i niepewnie wszedlem na górę.
- Jestem w salonie...- Rzucił i poszedlem tam.
Mieszkanie bylo posprzatane i wywietrzone.
- Przemokles...- Zachrypial Louis.
- To nic Lou. Jest ok.- Rzucilem swoją kurtkę na fotel.- Jadles coś?- Spytałem. Tak, byłem troskliwy. Bo Lou jest to moj przyjaciel. Juz od dawna nie chodze na jego terapie... byly do dupy. Wolałem po prostu z nim tak pogadac. To czesto pomagalo...
Niemal zawsze.
- Nie Harry ale naprawde nie klopocz się
- Oj przestan.- Machnalem ręką.- Napij sie łyka.- Podalem mu syrop.- A ja zajme sie obiadem.
- Ale zjesz ze mna?- spytał
- Jasne - kiwnalem i poszedłem do kuchni.
W lodówce bylo mnóstwo zarcia ale nic gotowego więc musiałem uruchomić moje watpliwe zdolności kulinarne.
Wyjalem wszystko co potrzebne i dałem się ponieść.
Pół godziny i wszystko było gotowe.
No i zalalem też gorąca wodą zawartość saszetki.
Zolty plyn wyglądał jak siki i z pewnością nie mógł smakować dobrze ale to dla jego dobra...
Zanioslem wszystko do salonu i usiedlismy na podlodze obok stolika do kawy.
- Naprawde musze to wypic? Wiesz jak to wyglada?- Jeczal.
- Tak, masz to wypic i nie ma marudzenia. To wszystko po to, żebyś wyzdrowial.- Powiedziałem szorstko.
Lou zaczął powoli pić co mu dalem i kiedy sprawdzilem czy kubek jest pusty zaczęliśmy jeść.
- Nigdy nie mowileś, że umiesz gotować...- Powiedział w pewnym momencie.
- Bo nie umiem.- Odpowiedzialem.
- Chciałbym mieć kogoś, kto nieumialby gotować tak jak ty.- Zasmial się.
- Jestem do uslug.- Usmiechnąłem się.
- O ktorej masz ostatni autobus?- Spytał znów.
- Za pół godziny.- Powiedziałem spoglądając na zegarek.
- Zostań.- Powiedział.
- Nie wiem czy powinienem...
- Dlaczego? Przecież juz u nich byłeś a... wiem, że nie lubisz swojego mieszkania...
- Masz racje... jest takie... puste.
- Więc zanocuj u mnie. Jest gdzie spać. W moim łóżku nikt nie spał od miesiecy bo ciagle zasypiam na kanapie.
- Tym razem bedziesz musiał mi ją odstąpić...
- Nie ma sprawy.- Zasmialismy sie i dokonczylismy bardzo pozny obiad.
*
-  Lou. Powiesz mi jedną rzecz?- Spytałem kiedy lezelismy na podlodze ogladajac SpongeBob'a.
- Mhm.-Mruknął przez śmiech.
- Myslales kiedyś nad założeniem rodziny? No wiesz... żona, dzieci...
- Pewnie, ze tak ale ja jeszcze w związku nie bylem...
- Nigdy?- Spytałem bardzo zdziwiony.
- Nigdy.
- Jakim cudem? Przeciez jestes przystojny...- Zmieszalem sie bo to moglo dziwnie zabrzmiec. Policzki Louis nieco sie zaczerwienily... - No wiesz... Bywają gorsi.- Poprawilem sie.
- Ja nie wiem.
- To znaczy, że jesteś prawiczkiem? No bo wiesz... ja zaliczylem zanim bylem w związku wiec nie wiem...
- A czy to ma jakieś znaczenie?- Spytał zakłopotany.
- Chyba nie... ale to nic Louis. Jeszcze przyjdzie na ciebie pora.
- Spoko. Mi obojetnie... ryj mam niewyjsciowy wiec cudow sie nie spodziewam...- Zasmial sie
Wreszcie mielismy okazje porozmawiać o nim.
Opowiedzial mi duzo o sobie i naprawde zastanawialem sie dlaczego nigdy nie miał dziewczyny...
Przeciez to wspanialy facet.
Oho, wlasnie stwierdzilem, ze facet jest wspanialy... czy to zle?
Z pewnością tak...
Za dziesięć druga zasnalem na kanapie rozebrany do samych majtek.
Lou dał mi czystą pościel, którą sie przykrylem...
*
Przebudzilem sie nad ranem.. bylo juz jasno.
Louis nadal siedzial na tym samym fotelu co w chwili gdy zasypialem.
Zdawalo mi sie, ze patrzyl na mnie ale kiedy znow sie spojrzalem mial oczy zamkniete...
Z pewnością mi się zdawało....
Bo to by było dziwne, prawda?
Bardzo dziwne...

24 komentarze:

  1. Troszkę mało akcji ale i tak świetny. Kiedy będzie kolejny rozdział? Życzę weny :>
    /szalona

    OdpowiedzUsuń
  2. Louis jest gejem, Harry też. Nie podoba mi się, że tworzysz Larry'ego, ale to Twoje opowiadanie.
    Enjoy :)
    Angel x

    OdpowiedzUsuń
  3. O Boże!!! :'( I znów Larry! A już myślałam, że Harry jednak kogoś sobie znajdzie, że to będzie taki impuls, że to znak od Mary, że ma się znowu zakochać. Ale nie bo musi być Larry. Choć w sumie może być tak, że tylko Lou będzie gejem... Nie! Już wiem!:D Będzie tak jak w realu!:D Harry "znajdzie" dziewczynę Louis'owi. Czyli Eleanor!:D Jestem genialna, albo nie jestem pojebana... :P
    Całuski You Belong With Me
    PS. Go Go Next! Go Go Next!

    OdpowiedzUsuń
  4. dxtktgxyflc dt,glr OMG kjsrfjubgofsxbfedgisbkjshzu to jest CUDNEEEEEEEEE! ♥





    Kamila ;P

    OdpowiedzUsuń
  5. Orgazm......zajebioza jestem z ciebie dumna Martusiu !!!!!!!!!!


    Ry$k@

    OdpowiedzUsuń
  6. weźcie jej nie piszcie do cholery 'No nie, znowu Larry" albo "niech to nie będzie Larry" bo to jej opowiadanie.
    To ona je zaplanowała i to ona je pisze więc chyba jej sprawa o czym ono będzie... boże..

    OdpowiedzUsuń
  7. mnie tam się to podoba <33

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawa jestem jak potoczy się akcja. Pisz dalej ! :-D.

    OdpowiedzUsuń
  9. No komentujcie kurwa mać...
    Ry$k@

    OdpowiedzUsuń
  10. Mrrr.. Czyżby Larry? :D mimo tego że rozdział jest krótki to podoba mi się ; D z niecierpliwością.czekam na next. :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Jesus... Kocham.

    OdpowiedzUsuń
  12. NAJLEPSZEEE *.*
    NASTĘPNY PROSZĘ! <3

    OdpowiedzUsuń
  13. bedzie kolejna czesc ? ploooose xx anne ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie, pewnie ale na razie jest 14 komentarzy.

      Usuń
    2. a ile musi być?

      Usuń
  14. beautiful bebe ;*****

    OdpowiedzUsuń
  15. cudenkoooo *_*

    OdpowiedzUsuń
  16. ojej ale to jest takie jfgcxxgkvgadbycztuvdhbvh kocham to ^^

    OdpowiedzUsuń
  17. awwww LARRY ciekawi mnie co będzie dalej :-) <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Aaaaaaawwwwww piekne <3

    OdpowiedzUsuń
  19. A ja tam uważam, że Larry to świetny pomysł. Z tego co pamiętam to pierwszy raz na blogu pojawi się Larry ( ale było tego tak dużo, że mogę się mylić xD). Między nimi jest coś wyjątkiwego, czego nie widać między innymi członkami zespołu, coś czego "tylko przyjaciele" nie doświadczają ( nie sugeruję od razu, że to wielka miłość, ale to podejrzane). Przed przeczytaniem kolejnych rozdziałów radzę wejść na reasonswhylarryisreal.blogspot.com , wtedy łagwiej będzie zrozumieć ich miłość w opowiadaniu ( jeżeli takowa się pojawi ). Co do rozdziału: wszystko mi się podoba, ale trochę za szybko przeszłaś z etapu terapeuty do przyjaciół xD Powodzenia z dalszym pisaniem.

    A.

    OdpowiedzUsuń